
Rozdrapujemy rany dni by mieć dostęp do świeżej krwi. Przyczajeni na skraju labiryntu sączymy się przez szarość co świt. I nikogo nie pytamy o DROGĘ. I przed nikim nie prostujemy ścieżek. Nie rysujemy na ścianach DRZWI. Nie tropimy obcych w wierze. Chcemy tylko wbrew prorokom, wszelkim znakom na ziemi i niebie, wbrew nacierającym kolumnom gazet chcemy iść zawsze PROSTO przed siebie…