JĘZYK

Zależnie od sytuacji mogę sączyć się jak jad.
Mogę wytrwale wznosić atrapę świata bez wad.
Mogę miotać jak karabin ostrymi nabojami słów.
Jedną kula w jednej chwili otwierać miliony głów.


Tam gdzie gnije obyczaj biję twardą pięścia praw.
Jednym ruchem miecza wygrywam tysiące spraw.
Krzywię mordy pojęć. Symbole tłukę o bruk.
Twój wczorajszy przyjaciel to dzisiaj najgorszy wróg.


W dymie iluzji czarne staje się białe.
Dobre staje się złe. Wielkie staje się małe.
Zaklinam rzeczywistość uparcie i powoli
Wbrew rozumowi, sercu i wolnej woli.


NATURA NIE ZNOSI PRÓŻNI

Stare imperia gniją więc nowy porzadek powstaje.
NATURA nie znosi próżni. Białych plam nie uznaje.
Lecz wiatr zmian wieje tak szybko że rwie drzewa z korzeniami.
Za co wczoraj ścinano łby dziś się nagradza medalami.
I tylko gdzies w surowych górach.
I tylko w sercach dzikich lasów.
I tylko tam gdzie NATURA
Nieogarnięta pędem czasu.
Tam mogę stanąć sam przed sobą.
Uchylić tajemnicy bramę
I jeszcze raz usłyszeć słowa
Tej baśni nieopowiedzianej.
...Codzienność. Moja ulica. Swit i zmierzch i na nowo.
Jak trudno czasem zahaczyć dzień chociaż o jedno słowo.
Znowu otwieram oczy. Wstaję. Zastygam przy oknie
I z każdš chwilą czuję jak coś tracę bezpowrotnie.

PRAWDA

Wołali mnie z góry. Wołali : wejdź na szczyt.
Gdy już dotarłem nie spotkałem nikogo.
W ogniu dopalał się kolejny mit
A ja wiedziałem że muszę isć ta drogą.
W dali majaczył osamotniony gród
Co już od lat swoją smętną pieśń nuci.
Na głównym placu zbity w pięść lud.
Zapach dienieg i krwi na pobudzenie chuci.
Nie miejsce tu i czas by długo mówić o tym
I wyrokować spod aureoli kaptura.
Jeśli chcesz zbawiać świat będziesz miał kłopoty
I szczęście jeśli przytem ocaleje twa skóra.


Umysł ludzki błądzi. Normalna rzecz
Że człowiek szuka, myli się i pląta.
Wciaż pali mosty, wytycza drogi lecz
Do królestwa dziczy już rzadko zagląda.
Bo tutaj tak obco, tak niepodobnie jest.
Bo tutaj jedynie prawdziwa wolność żyje.
By poznać ten świat wystarczy tylko wejść
I poczuć w żyłach jak jego tętno bije.
Bez barbarzyństwa, bez kurewstw, bez pogardy,
Bez hipokryzji, bez kłamstwa, propagandy.
Kto chce ją poznać na pewno się dowie.
Najprostrza PRAWDA. Prawda sama w sobie.

WOLNE WYBORY

Ten człowiek
Z plakatu wyborczgo
Który równie dobrze mógłby być
Reklamą pasty do zębów
Gorąco zapewnia mnie,
Że mimo tych wszystkich
Podkładanych mu bezustannie nóg i
Poukładanych mu nieciekawie życiorysów,
Pokładanych w nim nadziei
Nie zawiedzie
Nie zawiedzie mnie
W ślepą uliczkę
Choć nadal zawodzi:
Serce masz po lewej stronie
Watrobę po prawej
W centrum targowiska
A WOLNOSĆ
W wyborze
Pasty
Do zębów.

CZTERY MINUTY

Cztery minuty wystarczą do pełni oświecenia.
Cztery minuty wystarczą by przejść bramy zbawienia.
Cztery minuty wystarczą na zagryzienie marzeń.
Potem można zetrzeć stół i zeżreć trochę wrażeń.


Pamięć dłuższa niż cztery minuty jest dzisiaj niebezpieczna,
Politycznie niepoprawna, zdradliwa i zbyteczna.
Pamięć dłuższa niż cztery minuty kryje historie niemiłe.
Pamięć dłuższa...Pamięć..? O czym to ja mówiłem?

ANTY-BIOTYK

Jestem antybiotykiem
Zatrzaśniętym w windzie
Twojego przełyku.


Jestem czysty i dobry
Jak żywoty świętych
Razem wzięte.


Już zjechałem na dół.
Tu, po drugiej stronie brzucha,
Gdzie nie słychać już
Tej oszukańczej mantry.
Rozmnażam się przez podział
I pędze na zabój
Korytarzami pełnymi krwi
Ratując cię co sił.

BOGOWIE

Bogowie czasem schodzą na ziemię.
Wystaja pod sklepami nocnymi.
Surowe twarze nie zdradzają wiele.
Oczy wodzą za dłońmi pomocnymi.
Za dłonią co sypnie monetą.
Za dłonią co poczęstuje Mocnym.
Za dłonią co wstać pomoże.
Bogowie znów stoją pod nocnym.


W marnych odzieniach dla niepoznaki,
Przeliczają dukaty złowione.
Niech nie drży ci ręka gdy dajesz jałmużnę
To wszystko zostanie policzone.
Nieważne jest stary czy młody.
Dziś dzień znów w łupy owocny.
Spisane będą czyny i rozmowy.
Bogowie znów stoją pod nocnym.

EFEDRYNA COPYRIGHT © 2009


DESIGNED by WINYL& ZBÓJ